RSS
 

Początek czegoś nowego…! :)

28 sty

19 sierpień 2014- Pamiętna data!
Tego dnia właśnie pojechałam do kolejnej potencjalnej klientki zrobić paznokietki żelowe i hybrydowe na wesele córki… Godzina 17:00 podjeżdżam pod mieszkanie, a tu miłe zaskoczenie. Przesympatyczny Pan do mnie podchodzi, pomaga mi wypakować z auta moje wszystko toboły i zanieść do mieszkania! To się rzadko zdarza… Właściwie nigdy! Okazało się, że to mąż mojej klientki, Pani Danusi. Umówiłyśmy się na późniejszą godzinę, ponieważ syn ich miał wypadek na motorze i wcześniej musiał przyjść kinezysta i musieli troszkę poćwiczyć :)
Kiedy weszłam na górze, nie spodziewałam się, że tak zostanę miło i ciepło przywitana…. Wpuścili mnie również do ich syna- Daniela do pokoju, abym mogla go poznać, mimo, że biedny unieruchomiony w łóżku musiał siedzieć… Następnie miałam możliwość przywitania się z ich ślicznym, grzecznym i kochanym owczarkiem niemieckim o imieniu Bucz.

W domu tej rodziny panowała taka sympatyczna atmosfera i biło takie ciepło rodzinne, że mogłabym siedzieć tam całą wieczność!! :)
Ale wszystko co dobre, szybko się kończy, więc nadszedł czas, kiedy było trzeba się zbierać… Ale nie z pustymi rękami… O nie…! Od Pani Danusi tak nie da wyjść się ot tak..! Na odchodne dostałam słoik ketchupu z cukini a’la Dana! No powiem Wam, że zrobił on furorę w mojej rodzinie!! :) On jest po prostu boski do wszystkiego!! Może jak dostanę zgodę, to podzielę się tym sekretnym przepisem :)

Do Pani Danusi tak sobie jeździłam co jakiś czas,  co 2-3tygodnie… W końcu musiałam z tym wszystkim pojechać autobusem, a nie samochodem. A, że z przystanku nie miałam daleko, to stwierdziłam, że ze spokojem sobie dojdę, choć Pani Danusia powiedziała, że kogoś podeśle.. Ale grzecznie odmówiłam… -Najwidoczniej nie miałam przekonującego głosu, bo kiedy ledwo wysiadłam z autobusu podjechał samochód… Ale w tym samochodzie nie spodziewałam się jej syna- Daniela. Przecież jeszcze nie tak dawno nie mógł chodzić, a on teraz już prowadzi? Tak sobie pomyślałam, ale oczywiście kiedy wsiadłam nie mogłam się powstrzymać, a właściwie mój niewyparzony język, który mówi wszystko co mu ślina przyniesie… No i tak sobie chwilkę porozmawialiśmy, dojechaliśmy i myślałam, że to koniec atrakcji na ten dzień.. Ale nie… Kiedy skończyłam robić paznokcie, zostałam oczywiście oddelegowana z kolejnym słoikiem przepysznych ogórkow z chilli, wsadzona do auta z poleceniem: „Zawieź Julitkę na autobus…”.. Tylko nagle zauważyłam, że przystanek już minęliśmy… Więc pytam się, gdzie on mnie wiezie.. A on, że do domu… Miłe to było, choć trochę niezręczne!! Całą drogę buzia mi sie nie zamykała… Kiedy podjechaliśmy pod mój dom, to dalej mówiłam, opowiadałam, choć już powiedziałam ze dwa razy, że może umówimy się na jakieś piwo, żebym już go nie zatrzymywała, bo późno, ale w rezultacie zaczęliśmy krążyć i jeździć po Antwerpii , a wieczór mijał i mijał.. W końcu podjechalismy chyba już trzeci raz na miejsce docelowe i dobrze, że Daniela nie uśpiłam tym moi blablaniem, bo byśmy na to piwo musieli się chyba umawiać przez jego mamę, gdyż oczywiście zakręcona ja zapomniałabym dać mu swój numer telefonu :) Ale wszystko przebiegło myślę w miarę pomyślnie i poszłam do domu… 

Za 2 dni umowiliśmy się na spacer… To był baaardzo ciężki spacer :P Ponieważ Daniel jeszcze nie miał aż w tak dobrym stanie swoich ledwo poskładanych nóżek, czego do końca nie byłam świadoma, szliśmy myślę przeszło 2 kilometry po czym trzeba było oddelegować Daniela tramwajem… Ale mi było go szkoda!! No ale lekarz kazał ćwiczyć, to przynajmniej miał dobry trening…:)

Tak więc tym oto sposobem następnego razu wybraliśmy się na drinka do Cocktails Bar, aby już lepiej jego nóg nie nadwyrężać… :P Ale chłopak chyba nie wiedział, co go tam czeka… :P Zanim weszliśmy do baru, to z dobre 3 minuty przytrzymywaliśmy ludziom drzwi, aby mogli wyjść, przy czym bardzo dobrze się bawiliśmy zarówno my, jak i goście mówiące w przeróżnych językach.. Kiedy przestaliśmy robić za oddźwiernych i w końcu przyszła na nas kolej, abyśmy weszli… No nie spodziewałam się, że tam będzie tak miło i przytulnie… Bar się zupełnie inaczej kojarzy (przez pryzmat Polski)! Kiedy już dostaliśmy przepyszne drinki zaczęła się dyskusja na temat alkoholu i podejścia człowieka do niego… A że ja czasami nie zważam na słowa, Daniel stwierdził, że czuł się jak na sesji terapeutycznej, tylko brakowało kozetki..:) Oczywiście potem sobie musiał dopowiedzieć (ponoć trochę się droczył), że zadawałam mu takie pytania, jakby to on miał problem, ale mam nadzieję, że ten temat akurat mamy za sobą :P

[Można sobie podziwiać:www.cocktailsatnine.be ]  

Tak się spotykaliśmy w różnych miejscach, chodziliśmy na spacery… Miedzy innymi pojechaliśmy na Linkerover, gdzie trafiliśmy na śliczną pogodę jak na taką porę roku.

image

Potem pojechaliśmy do opuszczonego miasteczka Duel, które jest otwarte tylko w dzień, ponieważ reaktor jest uszkodzony i niestety w miasteczku można spotkać tylko turystów, którzy wchodzą do pustostanów i robią wszystkiego zdjecia :)

W międzyczasie poszliśmy również na wystawę figur z lodu, po prostu coś pięknego!
Były przeróżne postacie z bajek, a również też i bar z lodu, gdzie można było sobie kupić COŚ na rozgrzanie :)

image

image

Kiedy 5 grudnia miałam operację i musiałam siedzieć w domu i dochodzić do siebie, tak dotrwałam do Mikołajek… 6 grudnia dostaję telefon:
„Widziałem, ze u Ciebie biega Mikołaj…!
-Daniel, nie żartuj sobie…
-Poważnie! Ty zchodż szybko, to coś Ci tam zostawił, a jak nie zejdziesz, to ktoś Ci to zabierze!
-Daniel…!
-No schodź szybko…!
-Okeeej…”
No i zeszłam, a tam bombonierka pysznych curkierów i bukiet róż…
Więc teraz ja dzwonię:
„Dziękuję, jesteś niemożliwy!
-[śmiech] Znalazłaś?!
-Tak…! A od kiedy Mikołaj daje kwiaty?
[cisza]
-[śmiech] O tym nie pomyślałem, zaskoczyłaś mnie tym pytaniem! :)”

I taki miałam prezencik z samego rana! :)

Przeszedł potem okres świateczny… Ja zostawałam w Belgii, a Daniel jechał do Polski.. Tak jak mogliśmy spotykać się codziennie, tak czekała nas przerwa właściwie 2 tygodniowa… Ale przecież właściwie to nie dużo, tylko nagle Ci zaczyna brakować tych spotkań i starasz się jakoś zagospodarować ten czas… No i tak zamiast spotkań zaczeliśmy pisać, dzwonić.. Czasem chyba aż za dużo.. I zwariowane pomysły zaczęły przychodzić do głowy… :) Daniel dość otwarty zaczął się robić, ale ja uważam, że ludzie mogą dużo mówić, a mało robić, więc na słowa to trochę przymykam oko, bo nie warto sobie robić nadzieję.. Potem tylko jest rozczarowanie… Ale kiedy powiedziałam swoje obawy, tak dostałam coś na ‚elektronicznym pismie’ :P

image

Myślałam, że padnę po prostu jak to przeczytałam… :P Mały a jaki miły gest…!! Kochany!

I tak wrócił z Polski i niedawno wybraliśmy się na mecz siatkówki Antwerp vs. Belchatow :) Super emocje, w szoku byłam, że polscy kibice pokazali klasę, a zawodnicy oczywiście pokazali na co ich stać, że jesteśmy najlepsi!! :)

image

image

Podsumowując:
 Mam nadzieję, że w końcu trafiłam na odpowiedniego mężczyznę, który w końcu mnie szanuje, docenia to, co ma, martwi i troszczy się o mnie… Dużo by pisać.. Złego słowa powiedzieć nie mogę!! :) 

Miłego dnia!! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dentysta w Belgii!!

26 sie

W sobotę mialam okazję skorzystać ze służby zdrowia w Belgii. Mówię tak, jakby była to nagroda, niestety wręcz odwrotnie. Moje ósme żeby wybijajac naciskaja mi na nerw i poszłam do wyrwania. Przy tym jeszcze nastąpił dylemat do jakiego dentysty, przecież mogę się nie dogadac? Wiec pojechałam do spółdzielni, gdzie są Polacy, Włosi, Rosjanie i Amerykanie. Wiec liczyłam,  że trafię jednak na Rosjanina, bo wzięłam sobie nawet Jacka (przyjaciela mojej mamy), to pomyślałam, że pójdzie jak z płatka. Ale jednak nie.. trafiłam na fotel do Włocha i dobrze, że Pani z recepcji była niczym poliglotka i tłumaczyła z rosyjskiego na niderlandzki, a jak poszła to ewentualnie po angielsku się dogadywalismy.
Ale do tego wszystkiego dostałam informacje, ze nie usunie mi zębów, bo to niebezpieczne i musze iść do szpitala, mieć operacje pod narkoza i od razu usuną wszystkie 4 ósemki!
Pierwsze słyszę takie coś szczerze mówiąc i podejrzewam, że w Polsce to każdy by był pierwszy do rwania, bo budżet mały i nie ma co naciagac państwa…
Tylko za tym idzie kolejny problem, bo gdybym ubezpieczyla się od razu jak przyjechałam tutaj, a nie miesiąc temu, to mogłabym od razu iść do szpitala,  a tak moje ubezpieczenie medyczne obowiązuje dopiero od listopada.
Dziś trzeba wykonać telefon do szpitala i zapytać się ile to będzie kosztowało bez ubezpieczenia, bo jeżeli fortunę, to czekaja mnie dalej bezcenne noce z ogromną dawka bólu…
Dodam, że państwo zwraca prawie całość za operacje w szpitalu, czyli ponosimy minimalne koszty, a gdybym miała u dentysty zeby wyrywane, to za jeden płacimy 50e bez możliwości zwrotu. Ciekawa kombinacja ;)
Dobrej nocy!! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kultura w komunikacji miejskiej…

07 sie

Jadę sobie autobusem , jest wolne miejsce – super,  siadam.. ale nie wiem co mnie czeka..
Na przeciwko siedzi mloda dziewczyna… I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jej grymas na twarzy i ta zlowrogosc jakby zaraz miała mnie strzelić.
No więc ja sobie siadam,  a ona oczy na mnie i patrzy się,  i patrzy.. nie wiem czy przeszkadza jej to; ze tu usiadłam? Nie prowokuje jej niczym, mowie nawet się nie odezwę,  choć nasuwa się parę zdań na język, ale mysle sobie, że przecież nie szukam zaczepki, wiec po co się denerwować?
Poza tym stwierdziłam, że jesli nawet by mi coś powiedziała po niderlandzku, to zapewne bym nie zrozumiała, różnie to bywa ;)
Tutaj rzadko zdarzają się takie sytuacje w porównaniu do Polski.. całe szczęście.
Z reguły podróże odbywają się w miłej atmosferze, bo rozmawiają ze sobą ludzie, którzy się wcześniej nie znali.
Wchodzisz do autobusu przednimi drzwiami, witasz się z kierowcą, on Ci odpowiada z uśmiechem na twarzy i pokazujesz bilet. Jeżeli nie masz, to u niego musisz kupić.  Dzieki temu są niezbyt często kontrolę tzw w Polsce kanarow. Ale za to jak oni wsiadaja, to blokują wszystkie drzwi i kontrolują wszystkich. Dosłownie wszystkich. Tych co wchodzą, wychodzą,  stoją,  siedzą. Nawet zanim wsiadziesz do autobusu ;) Jeśli kupujesz bilet, to masz specjalne kasowniki,  gdzie musisz wybrać strefę,  oczywiście pierwsza jest najtansza- 1 euro. I za ta kwotę,  za orbity jednorazowo bilet możesz jeździsz przez godzinę z przesiadkami,  tramwajami,  autobusami.

image

Jesli chcesz wysiąść, to uprzednio przed przystankiem, trzeba nacisnąć specjalny przycisk będący przy praktycznie przy każdym siedzeniu, dajemy tym znać kierowcy, że chcemy wysiąść.  Jeżeli nie nadusimy, to niestety kierowca się nie zatrzyma i nie wysiadziemy :P
A z drugiej strony, gdy chcemy, aby autobus na sie zatrzymał, bo czekamy na przystanku, to musimy machnac ręką,  żeby oczywiście nas zabrał ze sobą ;)
Już widziałam take przypadki, gdzie cała grupa ludzi stała na przystanku, zbierali się już wszyscy żeby wejść do autobusu i nikt z piętnastu osób nie kiwnal, a autobus wio, gaz do dechy i przejechał przystanek ;) także trzeba być ostrożnym ;)
Jak tu przyjechałam, to nie znając miasta nie zawsze wiedziałam kiedy nadusic ten przycisk, wiec bez gpsa ani rusz! I oczywiście też pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy, to to, że nasz polska młodzież miałaby kupę zabawy i śmiechu i dusilaby przed każdym przystankiem przycisk i spowalniala podróż autobusem, gdy inni pasażerowie by się spieszyli i w końcu ktoś zwróciłby uwagę i rozpetalaby się wojna i burzliwa dyskusja! I co z tego? Młodzież nic sobie z tego by nie zrobiła..
I tym akcentem kończę,
Milego dnia!

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ubezpieczenie w Belgii

23 lip

Troszkę bylam zabiegana i nie miałam kiedy napisać..
Wiec ostatnio z Pawłem poszliśmy na basen, bo stwierdziliśmy, że trzeba trochę się wziąć za siebie i formy nabrać!  :)
Wiedziałam,  że coś znów mi się przytrafi, bo inaczej nie byłabym sobą,  ale nie wiedziałam, że już na samym wejściu nie będę mogła wejść i Pani w kasie musiala dać szczegółowa instrukcje jak przejść przez bramki..
Uff.. myślę,  najgorsze za mną. Ale jednak nie ;)
Pytanie za sto punktów… jak można zgubić się w szatni? !
Otóż można,  przynajmniej ja ;)
Z jednej strony z perspektywy czasu jak sobie myślę, że to super pomysł, bo było tyle przebieralni ile szafek, wiec zero kolejek! No a z drugiej strony z tych przebieralni tylko jedna wyjście… jak w jakimś labiryncie się czułam,  ale dałam rade, wiec to najważniejsze! ;)

A dziś wybrałam się do ubezpieczalni, bo wypadałoby w końcu wykupić sobie jakieś ubezpieczenie. Jestem mile zaskoczona, bo zajęło mi to może wszystko pół godziny, bez żadnych nerwów,  nie odsylal mnie nikt z okienka do okienka, po jakieś dokumenty, wszystko wypelnialam z Panią przy komputerze i poszło raz dwa! Pani uśmiechnięta, aż miło było posiedzieć tam!
Nawet nie chce sobie przypominać urzędów w Polsce :P
A co najlepsze? Wykupilam ubezpieczenie od nieszczęśliwego wypadku, do tego ubezpieczenie podstawowe (mogę korzystać z pomocy lekarzy) no i hospitalizacje i płace mniej więcej ok 60e rocznie. Przecież jak sobie pomyslę, ze w Polsce mielibyśmy płacić rocznie 60zl, to wszystkim by się łatwiej żyło! !
Tutaj pójście do lekarza wygląda zupełnie inaczej. Zapisujesz sie, następnie idziesz na umowiona wizytę, płacisz całą sumę wizyty (wszyscy lekarze tu są tzw. Prywatni), bierzesz rachunek, który musisz potem wrzucić do specjalnej skrzynki ubezpieczalni i Panstwo oddaje Ci od 65%-85% na konto bankowe, w zależności od specjalizacji z jakiej korzystasz. Mysle, ze to dobre rozwiązanie. W tym kraju jest nawet finansowane in vitro, protezy, aparaty słuchowe,  aparaty na zeby. I nie trzeba czekać 2 lata, tylko masz normalnie termin za parę tygodni na taki poważniejszy zabieg.
Może Polska w końcu weźmie przykład z innych państw skoro weszliśmy do Unii, to dlaczego cały czas jesteśmy cały czas 100 lat za murzynami? I przez to coraz więcej ludzi wyjeżdża.
Sama juz nigdy chyba nie wroce do Polski na stale, bo to tak naprawdę zrobienie kroku w tył,  ale tego tematu nie będę już rozwijać dziś.
Pozdrawiam ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Facebook! I like it!

04 lip

image

Kto z Was ma Facebooka kciuk w górę! ! ;)
A tak na poważnie… proszę powiedzcie mi w jakim celu Wy macie konto (o ile macie) i do czego Wam ono służy…
Bo jak obserwuje niektóre osoby, to zastanawiam się,  czy dobrze trafiłam
Jedni, to są w ogóle uzależnieni, o tym nie wspomnę,  że przy każdej wolnej chwili w ciągu dnia (czyt. 20razy) wchodzą na Facebooka i nie mam pojęcia co tam pojawia się nowego przez te pół godziny, żeby siedzieć tam kolejna godzinę.
Inni chwalą się wydarzeniami z chwili bieżącej, czyli statusy typu: zła,  smutna, etc..
A najbardziej mnie śmieszą statusy: zły,  nie pisać!
No i milion komentarzy pod tym postem typu: a co się stało? Dlaczego nie chcesz, żebym pisała? Może mam przyjechać? I inne takie!
Kolejni piszą takie ciekawostki jak: biorę prysznic, idę ze śmieciami. Kogo to do cholery interesuje?
I teraz pytanie.. co ze zdjęciami…?
Jakie Waszym zdaniem powinny być zdjęcia na profilu? Bo według mnie 20 zdjęć z tzw rąsi czy też inaczej samojebka, to przesada. Jestem w stanie przymknąć oko na jedną, bo jakieś zdjęcie profilowe jest potrzebne, ale ile można oglądać zdjęć praktycznie w tej samej pozycji tylko oczy są tu większe,  a na tamtym usta bardziej uśmiechnięte no i niestety osoba nie mogła się zdecydować,  na którym lepiej wyszła,  no to ciach, 3 nowe samojebki z serii ‚znajdź 3 roznice’! :)
Stwierdzam, że Facebook spada na dno, bp niektórzy zamiast rzeczywiście korzystać z niego w celu komunikowania się, podzieleniem się może zdjęciami z wakacji, czy innymi, to wrzuca tam wszystko,  byle żeby zabić czas, żeby zdobyć jak najwięcej tzw lajkow no i komentarzy. To jest nienormalne!

Także błagam wroccie do normalności ludzie! ;)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Znacie to skądś? ;)

01 lip

image

Tak! To jest właśnie ta grupa ludzi, która słyszy na lotnisku komunikat ‚pasażerowie lecący do Eindhoven wkrótce będą proszeni o ustawienie się do Gate 3′. WKRÓTCE! Zza szyby widać, że jeszcze z naszego samolotu, który dopiero co wylądował nie wypieli poprzedni pasażerowie, jeszcze trzeba samolot zatankować, zrzucić bagaże i wrzucić nowych pasażerów,  posprzątać pokład… sporo rzeczy do zrobienia. I w ten sposób robi się ladna kolejeczka, wszyscy dreptaja z nogi na nogę, marudza, ze ile jeszcze, że jak zwykle trzeba czekać i to oczywiście linie lotnicze są najgorsze! No oczywiście! ;) jeszcze paru mądrych się znajdzie zawsze, którzy na wszystkim się znają i wszystko wiedzą i komentują szybki przegląd samolotu przez pilota, sprawdzanie podwozia, ciśnienia w kołach, no ale co zrobisz. Najlepiej udać, że nie rozumiesz, nie mówisz po polsku i nie wdawać się w klotnie, bo już na starcie z takim jesteś przegrany i się nie dogadasz! Specyficzna grupa naszego społeczeństwa ;)
Wiec wyladowalismy juz w Eindhoven, ale niestety bez przygód się nie obyło, bo auto które Paweł rezerwowal w firmie tak jakby wybylo i nie mamy jak wrócić do domu. Pozostaje nam czekać, aż samolot wyląduje w Amsterdamie i piloci przywioza nam autko i w końcu do domu, do swojego łóżeczka!
Oczywiście bez kłótni z Pawłem się nie obyło, ale nic na to nie poradzę. Było wszystko ok, a tu nagle trach! I trudne sprawy się zaczęły!
Z jednej strony ma rację i rozumiem go, a z drugiej nie przyjmuje żadnych argumentów, bo on wie swoje i juz teraz mówi ze zdania nie zmieni. Chodzi tu o mojego byłego. Darlismy koty, fakt, ale teraz już się wszystko wyklarowalo, mamy wspólnych znajomych, zawsze jak możemy sobie pomożemy bezinteresownie, wiec nie sposób się nie spotykać… ale zawsze znajdzie się problem, żeby się doczepić i odwrócić kota ogonem, że gdybym to ja miał kontakt ze swoją byłą… okej, trudna sytuacja, wiem, pewnie ciężko byłoby mi do tego przywyknąć, ale skoro byłyby takie relacje jak u mnie, że skreslilismy z Bartkiem (moim bylym) to co było i nic do siebie nie czujemy i nawet nie chcemy, żeby tak było,  to może udałoby mi się to zrozumieć, bo trzeba się postawić w sytuacji drugiej osoby. Staram się tak robić i stwierdziłam, że postaram się zrozumieć.
A Wy uważacie, że kolegowanie się ze swoimi byłymi jest zle, czy nie ma w tym nic złego?

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii Bez kategorii